Nauka używania przyborów kuchennych

Dziecko, które uczy się przygotowywać posiłek zdobywa także umiejętność posługiwania się konkretnymi kuchennymi narzędziami. Staje się bardziej samodzielne, zapamiętuje sekwencje i rozwija małą motorykę.

W montessoriańskich przedszkolach znajdują się pomoce rozwojowe, których celem jest na przykład nauka obierania marchewki, jabłka czy jajka. W domu warto przyjmować dziecięcą pomoc i podczas przygotowywania posiłków robić prezentacje. Prezentacja to po prostu pokazanie, jak wykonać jakąś czynność.

Czyli… Zapytaj dziecko, czy chce obrać z Tobą marchewkę, jeśli właśnie będziesz to robić. Wspólnie umyjcie ręce. Przygotuj narzędzia dla dziecka: obieraczkę, deskę do krojenia, papierową serwetkę, talerz i oczywiście marchewkę. Następnie pokaż dziecku, jak w bezpieczny sposób obierać marchewkę (z góry na dół), gdzie odkładać obierki (na papierową serwetkę) i gdzie odłożyć marchewkę (na talerz). Kontrola błędu jest naturalna – dziecko widzi, czy udało mu się obrać marchewkę, czy nie. Im więcej ćwiczy, tym lepiej i szybciej wykonuje tę czynność. Jak już wszystkie marchewki są obrane to zachęcam do wspólnego umycia narzędzi i posprzątania po przygotowywaniu posiłku.

Oprócz zdobycia nowej umiejętności – posługiwania się konkretnym przedmiotem, dziecko spędza wspólnie czas, ma swój wkład w rodzinne życie, przygotowywanie posiłku. Buduje relacje, które przekładają się na takie kwestie jak poczucie bezpieczeństwa, bycie ważnym i potrzebnym, pewność siebie, sprawczość. Dzieci lubią się angażować i robić różne rzeczy z dorosłymi, zwłaszcza jeśli widzą, że robią to z radością, uśmiechem na twarzy.

Co ja w takich sytuacjach słyszałam od 3 i 4-latki?

„Ja już umiem robić babeczki.”

„Moja mama inaczej obiera jajka.”

„Ale to dobre!”

„Beata ja chcę z Tobą zrobić ciasto.”

„Możemy Ci pomóc?”

Czy one były tym zmęczone, znużone? Nie, wręcz przeciwnie. Cieszyły się, że robimy to razem. Czy zawsze chcą ze mną coś robić? Nie. Jak akurat robię coś w kuchni i one są wtedy ze mną to mówię, co robię i pytam, czy chcą mi pomóc. Jeśli chcą, to przygotowuję dla nich miejsca pracy, jeśli nie chcą, to robię sama. Nigdy nie wymuszam, nie zachęcam, nie przekonuję. To jest pytanie, na które jest odpowiedź: „tak” lub „nie”. Jeśli w trakcie mówią mi, że nie chcą już tego robić, to dziękuję im za to, co już zrobiły i jeśli to możliwe proszę o to, żeby posprzątały po sobie, np. wyrzuciły coś do kosza.

Oczywiście wszystko co robię z dziećmi, robię w zgodzie z samą sobą. Jeśli śpieszę się, to mówię to dzieciom. Jeśli nie mam na coś ochoty lub jestem zmęczona – także. Dlaczego? Dbam o swoje potrzeby tak samo jak o potrzeby dzieci, które spędzają ze mną czas. Rozumiem, że w przypadku rodziców to wygląda różnie, ja mówię to z perspektywy bycia ciocią.