Prezentacja pomocy rozwojowej w metodzie Montessori

Bardzo ważne jest wyjście z założenia, że dziecko nie wie jak pracować z nową pomocą rozwojową, czyli potrzebuje prezentacji. Jest ona naturalnym sposobem pokazania właściwości materiału. Każda pomoc rozwojowa ma swój konkretny cel i dzięki prezentacji może ona spełnić swoje zadanie rozwojowe.

Dla osób, które nigdy wcześniej nie przeprowadzały prezentacji może to wydawać się trudne, niezrozumiałe czy sztuczne. Natomiast jest to jak najbardziej naturalne, potrzebne i porządkujące pracę. Ja każdą nową dla dzieci rzecz, nieważne czy jest to pomoc rozwojowa czy zabawka, prezentuję. Jeśli są to kredki akwarelowe pokazuję, że można je moczyć w wodzie. Dzięki temu dzieci wiedzą, że jak chcą uzyskać efekt rozmycia będą potrzebować naczynie z wodą. Dzięki konsekwencji doprowadziłam do takiej sytuacji, że dzieci jeśli widzą coś po raz pierwszy to pytają mnie do czego to służy, jak tego używać. Jeśli wracają do czegoś co już znają, robią to w taki sposób, żeby było im łatwo z tym pracować – czyli wybierają z mojej prezentacji to, co im służy, czasem coś modyfikują. Unikam wtedy sytuacji używania pomocy rozwojowej niezgodnie z przeznaczeniem.

To co wyżej napisałam znalazło też potwierdzenie w dzieciach. Pewnego dnia pokazywałam w swojej rodzinie wrzeciona. Była to druga prezentacja. Uprzedziłam wcześniej dzieci, że jak zadzwoni telefon będę musiała wyjść i stało się to już na etapie przygotowywania pomocy rozwojowej do pracy. Powiedziałam dzieciom, że jeśli chcą z tym pracować mogą wziąć wrzeciona do swojego domu. Co usłyszałam? Nasza mama nie będzie potrafiła tego z nami zrobić, bo Ty wiesz jak z tym pracować. Odparłam, że ich mama widziała jak ja to robię i poradzi sobie z tym wyzwaniem. Dzieci zaczęły przepytywać mamę, czy zna cyfry po kolei i czy wie co zrobić z wrzecionami. Upewniłam dzieci, że ich mama wie jak to robić i innego dnia wrócimy do tego, poćwiczymy.

To doświadczenie pośpiechu dało mi potwierdzenie, że dzieci potrzebują uporządkowanej struktury, jasnych zasad panujących w danej przestrzeni. Prezentacje są dla nich czymś normalnym, wprowadzeniem do pracy własnej. Widzę też, że mają inne podejście do pracy z pomocami rozwojowymi niż z zabawkami. Są bardziej skoncentrowane, wykonują konkretne ruchy i działania. Osiągają ład umysłowy. Z zabawkami robią co chcą, czyli dosłownie wszystko. Używając pomocy rozwojowych w większości przypadków pracują zgodnie z przeznaczeniem.

Kolejną rzeczą jest to, że praca z pomocami rozwojowymi jest dla dzieci atrakcyjna. Często spotykam się na warsztatach z wątpliwościami rodziców, czy dzieci chcą to robić. To dorośli widzą, że jest to nauka konkretnych rzeczy, np. liczenia, ale zapominają o tym, że pomoce rozwojowe są przygotowane do tego, w jaki sposób uczy się dziecko – poprzez własną pracę, wrażenia zmysłowe, doświadczanie, manipulowanie. Dzieci do 6. roku życia kochają pracę ze zmysłami i w ten właśnie multisensoryczny sposób uczą się działań matematycznych, pisać, czytać, itd. Dziecko w tym wieku nie wie, że musi nauczyć się liczyć bo będzie to potrzebne w szkole, nie wie, że jest to fundamentalna kompetencja, nie zna presji. Dziecko uczy się liczyć, bo go to zainteresowało.

Metoda Montessori jest genialna, opiera się na tym, w jaki sposób rozwija i uczy się dziecko, czyli na psychologii rozwojowej, neurodydaktyce i obserwacji – podążaniu za konkretnymi potrzebami konkretnego dziecka. Dzięki izolacji trudności (uczeniu się jednej rzeczy na raz), stopniowaniu trudności (balansowi pomiędzy tym co dziecko już potrafi i czego się uczy) i przygotowanemu, jasnemu w obsłudze otoczeniu, dziecko może osiągnąć koncentrację. Badania dowodzą, że do osiągnięcia głębokiej koncentracji potrzebne są właśnie wcześniej wymienione składniki, które naturalnie są wpisane w metodę Montessori.

Zasady prezentacji pomocy rozwojowej:

– pomoc rozwojowa znajdująca się w dziecięcym pokoju jest kompletna i gotowa do użycia (np. zestaw do szycia musi zawierać wszystko co jest potrzebne podczas przyszywania guzików; różowa wieża musi mieć wszystkie dziesięć elementów i być harmonijnie ułożona)

– pomoce rozwojowe znajdują się w zasięgu wzroku i ruchu dziecka

– poćwicz kilka razy pracę z pomocą rozwojową

– każdą pomoc rozwojową prezentujemy oddzielnie

– odbywa się to za zgodą dziecka

– używamy minimum słów, jeśli nie jest to konieczne nie mówimy nic

– lekcja to doświadczenie

– ekologia ruchów – pewne siebie i konkretne ruchy

– dziecko znajduje się obok nas, aby widziało dokładnie jak z tym pracować

– dziecko pracuje tak długo jak chce

– jeśli widzisz, że dziecko pracuje z materiałem prawidłowo – możesz odejść

– jeśli dziecko prosi o pomoc – pomagamy

– po skończonej pracy zawsze sprzątamy

 

Na przykładzie szorstkich liter pokażę Wam, w jaki sposób ja zaczynam prezentację nowej pomocy rozwojowej. Często mam taki haczyk, którym przyciągam dziecko. Ten haczyk zawsze jest wynikiem zainteresowania dziecka jakimś tematem. Jak dziewczynki w mojej rodzinie zaczęły mówić „a jak Ala”, „k jak Kornelia”, zagaiłam: „a czy Wy wiecie, że są jeszcze inne litery? Jest ich tak dużo, że będziemy miały mnóstwo pracy!”. W mojej rodzinie „będziemy mieć mnóstwo pracy, zejdzie nam się z tym do nocy” jest jak magnes, dzieci uwielbiają non stop coś robić. Podczas pierwszej lekcji nauczyłam dziewczynkę liter „a” i „l”, potem wzięłam duży ruchomy alfabet, ułożyłyśmy imię Ala i powiedziałam: „Ala, znasz już wszystkie litery, żeby napisać swoje imię dzięki temu alfabetowi!”. Duma i radość była nieziemska – krzyk radości, całe ciało cieszyło się z tego doświadczenia. Dodałam do drugiej: „Twoje imię jest dłuższe i za kilka dni będziemy znać wszystkie litery z Twojego imienia!”. Odbyło się to w radosnej atmosferze, lekcja była doświadczeniem i odkryciem czegoś nowego.

Jak przeszłam do nauki poznawania cyfr? „Dziewczynki zauważyłam, że często liczycie na palcach. Może chcecie poznać cyfry?”. Co usłyszałam? „TAK, TAK, TAK!” Mówię o dzieciach w wieku 3,5 i 4,5 lat. Nie mam jeszcze belek numerycznych, więc skorzystałam z koralików, potem poćwiczyłyśmy na wrzecionach. Na koniec odparłam: „umiecie już liczyć do 3! Następnym razem będziemy liczyć do 4, 5 i 6! Cieszycie się?” „Taaaak!”. Dziewczynki pokazały mamie swoje nowe umiejętności. Następnego dnia dostałam polne kwiaty, które dziewczynki nazbierały specjalnie dla mnie podczas spaceru, bo chciały „nazbierać kwiatki dla Beatki”. I to jest właśnie niezwykłe, kiedy dzieci uczą się czegoś w odpowiednim dla siebie czasie, w naturalny sposób, w przyjemnej i radosnej atmosferze. Nie czują tego trudu, presji, oczekiwań społecznych i negatywnej atmosfery. Czują radość i satysfakcję, że już potrafią liczyć do 3, mają wyzwanie, bo potem będą poznawać kolejne cyfry. A ja jestem szczęśliwa, bo doświadczam tej radości razem z dziećmi i mogę się tym dzielić z rodzicami podczas warsztatów. Metoda Montessori jest znacznie prostsza niż się wydaje, a przede wszystkim jest naturalnym procesem wspierania dzieci w rozwoju. Doświadczam tego tak często jak często pracuję z dziećmi, jeśli szanuję to, co do mnie mówią i odpowiadam na ich potrzeby, a nie narzucam swoich oczekiwań. Otwartość i wiara, że dzieci mają w sobie pragnienie rozwoju.